W Las Vegas zakończyły się szachowe mistrzostwa świata firmowane przez
Międzynarodową Federację Szachów (FIDE) i jej kontrowersyjnego prezydenta Kirsana
Iljumżynowa. W meczu finałowym spotkali się Rosjanin z Petersburga Aleksander
Chalifman (33) i Ormianin Władimir Akopian (28). Po niezwykle zaciętej walce
Chalifman wygrał 3,5 do 2,5 (dwa zwycięstwa, jedna porażka), inkasując 660
tysięcy $ brutto. Dla pokonanego zostało "zaledwie" 396 tysięcy $.
Druga połowa turnieju upłynęła pod znakiem niezrozumiale słabej gry wielu
faworytów, od lat należących do "cyrku Kasparowa" i walczących z nim w turniejach
o względnie stałym składzie. W czwartej rundzie pożegnali się z marzeniami o
pierwszym miejscu Topałow, Gelfand, Short oraz Iwanczuk; ten ostatni przegrał
z zaliczanym do outsiderów młodym Rumunem Nisipeanu. W piątej rundzie Nisipeanu
wyrzucił za burtę Szirowa, którego los podzielili Judit Polgar i Kramnik. W szóstej
rundzie Akopian wygrał z ostatnim z faworytów Adamsem, zaś Chalifman nie bez
trudu uporał się z rewelacyjnym Rumunem. W finale spotkali się zawodnicy sklasyfikowani
poza pierwszą dwudziestką światowej listy rankingowej, na których przed turniejem
nie stawiał praktycznie nikt. Ci, którzy wbrew zdrowemu rozsądkowi wierzyli w
końcowy sukces arcymistrza z Rosji i zaryzykowali pieniądze u bookmacherów, za
każdego dolara dostali po 150 "zielonych". To się nazywa fuks!
Turniej w Las Vegas miał swoich zaciekłych krytyków. Podnosili oni, że w turnieju
nie uczestniczyli Kasparow, Karpow, Anand i Moroziewicz - aż czterech graczy z
pierwszej dziesiątki. Wytykano, że złożone z dwóch partii mini-mecze generują
przypadkowe wyniki, że nie zawsze zwycięża lepszy. Wiele pojedynków rozstrzygnęło
się dopiero w dogrywkach, gdzie grano szybko albo nawet bardzo szybko - 5 minut
na całą partię. "Fundamentaliści" narzekali, że mistrzostwa przerywają tradycję
120 lat, kiedy to nowy mistrz świata musiał pokonać starego w długim meczu,
złożonym z dwudziestu-trzydziestu partii. Osobna grupa to ci, którym nie podoba
się dyktatorski styl Iljumżynowa i którzy podejrzewają, że pieniądze wypłacane
szachistom w Las Vegas nie pochodzą z legalnych źródeł.
Nie trzeba dodawać, że najzagorzalszym wrogiem nowego systemu rozgrywek jest
Garii Kasparow, którego pozycja w świecie szachowym może zostać niebezpiecznie
zachwiana, gdyby nowy sposób rozgrywania turniejów szachowych na najwyższym
szczeblu miał się utrzymać. Rewelacyjnego Rumuna Nisipeanu Kasparow nazwał "turystą",
wytykając mu braki w szachowej edukacji. Analiza Kasparowa w tym względzie może
być poprawna, ale rodzi się przekorne pytanie, dlaczego z takim słabeuszem nie
potrafili wygrać mocarni Azmajparaszwili, Iwanczuk i Szirow?
Mamy więc czternastego mistrza świata. Został nim zasłużenie Aleksander Chalifman,
który w konkretnych warunkach, przy tych, a nie innych zasadach regulaminu był
najlepszy. Jeśli inni byli rzekomo lepsi, to dlaczego nie wygrali? To prawda,
że nowe zasady rozgrywania mistrzostw świata oznaczają radykalne zerwanie z
tradycją. Nie jest to pierwsza rewolucja w szachach, inne dziedziny sportu też
przeżyły wielkie przemiany, a świat się nie zawalił. Bezprzedmiotowe jest rozważanie,
czy nowy system jest sprawiedliwy. Nie był sprawiedliwy wtedy, gdy mistrzowie
(Lasker, Alechin) sami dobierali sobie przeciwników, ani też wówczas, gdy opłacani
przez rząd ZSRR stuprocentowi zawodowcy (Smysłow, Petrosjan, Tal, Karpow) walczyli
z amatorami z Zachodu, którzy startowali w turniejach szachowych tylko w ramach
urlopu wypoczynkowego i których nadmierne oddanie szachom oznaczało skazanie
swoich rodzin na ubóstwo.
Pytanie brzmi, czy w przyszłości FIDE znajdzie pieniądze na organizowanie
mistrzostw świata w nowej formule i jak długo jedyny sponsor tej imprezy,
prezydent Kałmucji i zarazem FIDE Kirsan Iljumżynow, będzie w dobrym zdrowiu i
nie straci zainteresowania dla szachów.