Przypomnijmy, że wybitny pisarz w momencie wybuchu II wojny światowej znajdował się w Argentynie, gdzie z racji rozgrywania olimpiady szachowej przebywała też szachowa reprezentacja Polski. Oto fragmenty korespondencji Frydmana do R. Kalickiego, w którym nasz wybitny szachista dzieli się wspomnieniami o autorze "Ferdydurke".
Kiedy go poznałem, moje zainteresowanie wielką literaturą ustąpiło już miejsca innym sprawom. Czytałem dużo, po dziś dzień nie pozbyłem sie tego nałogu, ale była to już inna lektura. Piekło rozpętane na ziemi, zdobywanie środków utrzymania, niepokój o los bliskich. Nie czytałem go, o co miał do mnie cichy żal, i nawet z jego dziennika argentyńskiego znam tylko pewne urywki z "Kultury". Jestem admiratorem jego stylu i uważałem za absurd, żebym miał go czytać po hiszpańsku. Będę musiał teraz na gwałt wypełnić tę lukę, przynajmniej jeśli chodzi o "Dziennik". Niedawno jeszcze tutejszy spiker radiowy numer jeden Antonio Carrizo zaskoczył mnie cytatą z "Diario argentino", odnoszącą się do mojej osoby. Jedyną moją zasługą wobec Gombrowicza - pisarza było to, że kiedy postanowiono przetłumaczyć "Ferdydurke", główną przeszkodą był brak egzemplarza i ja jakimś cudem go zdobyłem.
Pamiętam dokładnie okoliczności, w jakich go poznałem, ale nie pamiętam nawet w przybliżeniu daty. W każdym razie od końca 1941 roku do początku 1960 byłem z nim w prawie codziennym kontakcie. Poźniej nasze spotkania były już tylko sporadyczne. Planowałem wyjazd do Europy, ale te plany spełzły na niczym (...).
Historia moja jest bardzo do Gombrowiczowskiej podobna. Przyjechaliśmy do Argentyny tego samego dnia, 21 sierpnia 1939 r. On "Chrobrym", ja belgijskim "Piriapolis", który teraz gdzieś spoczywa na dnie oceanu. Tak jak i on znalazłem się tu przypadkowo. Przyjechałem jako członek polskiego zaspołu na Olimpiadę Szachową, która odbyła się mimo wybuchu wojny. Mój zapas pieniędzy wynosił 100 dolarów. Znajomość języka ta, jaką zdążyłem nabyć na statku z "Tausend Woerter Spanisch", a o kraju tyle wiedziałem, co z "Dzieci kapitana Granta" i "Od Apeninów do Andów".
Nie mam powodów do skarg. Moje środowisko przyjęło mnie życzliwie, bariera językowa nie była w mojej dziedzinie taką przeszkodą jak w gombrowiczowskiej i od pierwszej chwili dawałem sobie radę całkiem dobrze. Ale dopiero ku końcowi 41 r. moja sytuacja ostatecznie się uregulowała. Zwrócił się do mnie właściciel największej tutejszej kawiarni "Rex" na Corrientes, przylegającej do kina "Gran Rex" i na wprost najpiękniejszego w Buenos Aires kina "Opera" z propozycją zorganizowania na pierwszym piętrze salonu szachowego. Powiodło mi się w tym przedsięwzięciu i od tego czasu miałem już zapewniony bardzo przyzwoity miesięczny dochód. Podaję te szczegóły, bo właśnie ten "Rex" stał się miejscem codziennych wizyt i jak gdyby drugim domem Witolda Gombrowicza.
Pamiętam wybornie okoliczności, w jakich go poznałem. Było to pod koniec 41 roku, a może już w 42. Spotkałem pewnego dnia na ulicy P., jednego z najlepszych moich znajomych, ex-funkcjonariusza polskiej służby dyplomatycznej poważnej rangi, nazwijmy go "Konsulem", bo zamiłowany do tytułów W. G. zawsze go tak nazywał. Towarzyszył mu młody człowiek, szczupły, o słowiańskich rysach twarzy. Wracaliśmy z jakiegoś zebrania w polskim poselstwie. Po wymianie pozdrowień ustaliliśmy, że trzeba pokrzepić nadwątlone siły dobrym bife de chorizo con ensalada mixta (hiszp. beftszyk z polędwicy i sałatka z pomidorów - T. L.) i czerwonym winem. Tym trzecim biesiadnikiem był Witold Gombrowicz.
Nie pamiętam tematu rozmowy, na pewno były to sprawy aktualne, bo o czym można było mówić w tym czasie, ale pamiętam, że W. G. był bardzo powściągliwy w wypowiedziach, zamyślony i jakby w melancholijnym nastroju. Ale w krótki czas potem zjawił się w "Reksie". Okazało się, że był amatorem szachów.
Chociaż szachy nazywają niektórzy "grą naukową", więcej mają one adeptów wśród pisarzy i artystów niż wśród naukowców. Rousseau, Musset, Turgieniew i Tołstoj to najważniejsze przykłady. Gombrowiczowi przypadło do gustu środowisko, znalazł grono kompanów swojej, niezbyt dużej, siły, z którymi staczał boje, przeplatając posunięcia żartobliwą paplaniną, która nie zawsze szła w smak jego przeciwnikom. (...)
Ci, którzy pamiętają lipiec 1939 roku, wiedzą, że chociaż świat myślał jeszcze, że wojnę da się zażegnać, my w Polsce nie mieliśmy żadnych złudzeń. "Pan sobie tam tę wojnę przeczeka" - powiedział do mnie Antoni Słonimski, gdy dowiedział się o moim wyjeździe. (...)
Dziękuję za książkę Gawlikowskiego (chodzi o "Olimpiady Szachowe" - T. L.). Wybieram się do autora z listem, bo mam dla niego pewne sprostowania i dodatkowe informacje z "mojego" okresu.
Odbyła się tu, jak Panu wiadomo, niedawno olimpiada szachowa. Wyszedłem z mojej pustelniczej celi i spędziłem sporo miłego czasu wśród polskiej reprezentacji, ale ten nagły powrót do mojego tak dawnego życia to był dla mnie, łatwo się domyślić, nie lada wstrząs.
Lakoniczne potwierdzenie faktu spotkania polskich olimpijczyków dwóch jakże odległych w czasie gereracji znajdujemy w sprawozdaniu z olimpiady argentyńskiej Anno Domini 1978.
Wieczorem zwiedzamy zorganizowaną w Buenos Aires polską Wystawę Techniczną. Przyłączają się do nas arcymistrz M. Najdorf oraz mistrz międzynarodowy Paulin Frydman - ostatni żyjący członek "złotej ekipy" z Hamburga. Na wystawie - serdeczne powitanie ze strony dyrekcji.
Po wystawie - szaleństwo potraw mięsnych w specjalistycznej restauracji, dokąd całą polską ekipę zaprosił am. Najdorf. W czasie kolacji wiceprezes Kania udekorował M. Najdorfa i P. Frydmana medalami 50-lecia PZSzach. Nasi argentyńscy rodacy byli szczerze wzruszeni, dziękując gorąco za dowody pamięci o ich zasługach dla szachów polskich.
W. Litmanowicz, "Szachy" 1979, s.7-8.
Spotkanie polskiej delegacji z Frydmanem nie zaowocowało powstaniem zapisu wywiadu czy choćby kolekcji pamiątkowych zdjęć. Następna okazja już się nie zdarzyła. Nigdy się nie dowiemy o przyczynach wielkich sukcesów warszawskiego szachisty oraz o prawdziwym powodzie jego nagłego i całkowitego odejścia od szachów w latach 40.
"Gdzie są ci, co mogliby opowiedzieć, opisać, przekazać mnie, jakim byłem" - żalił się niegdyś Witold Gombrowicz. To zdanie pasuje jak ulał do osoby jego przyjaciela Paulina Frydmana i wielu jeszcze polskich szachistów.
Frydman,P - Kohn,S [E15]
Łódź (II MP) 1927
1.d4 Sf6 2.Sf3 e6 3.c4 b6 4.g3 Gb7 5.Gg2 c5 6.0-0 Ge7 (Właściwe jest 6...c:d4.) 7.d5! e:d5 8.Sh4 0-0 9.Sf5 We8
10.Sc3 d6 11.S:d5 S:d5 12.G:d5! G:d5 13.H:d5 Sd7 14.Wd1 Sf6 15.Hf3 Gf8 16.Gg5 We6! (Groziło 17.Sh6+!) 17.Wd3 He8 18.Sh6+! g:h6 19.G:f6 Gg7 20.G:g7 K:g7 21.Wad1 Wd8 22.e3 Wf6 23.Hb7 Hd7? 24.H:d7! W:d7

Frydman,P - Tartakower,S [A84]
Łódź (II MP) 1927
1.d4 f5 2.Sf3 Sf6 3.c4 e6 4.Gg5 Gb4+ 5.Sbd2
(5.Sc3 również często używane jest posunięciem bardziej solidnem. Po Sbd2 czarne otrzymują inicjatywę na skrzydle
królewskim, a białe na hetmańskim.) 5...h6 6.G:f6 H:f6 7.g3 Sc6 8.a3 Ge7
(Czarny unika wymiany. Należy nadmienić, że partia była grana ostatniego dnia turnieju łódzkiego i jak się
okazało wielki mistrz dr. Tartakower w wypadku wygranej zająłby I miejsce na równi z Rubinsteinem, więc grał "na
całego", starając się jak najbardziej zmniejszyć prawdopodobieństwo nierozegranej.) 9.e3 d6 10.Gg2 0-0
11.0-0 e5
(Czarny rozpoczyna ofensywę pionową, plan zaś białego polega na ataku na skrzydle hetmańskim drogą d5, b4, Wc1,
c5. Ta gra zawierająca na przyszłość groźbę przedarcia się przez linię "c" zmusza przeciwnika do ryzykownych
zawikłań.) 12.d5 Sd8 13.b4 g5 14.Wc1 f4 15.e:f4 g:f4 16.c5 Sf7 17.Sh4
(To posunięcie zmienia treść partii. Rozpoczyna się ostra obosieczna gra na skrzydle króla.) 17...Hg7
18.Kh1 Gg4 19.Hc2 G:h4 20.g:h4 Kh8

Frydman,P - Vidmar,M [D13]
Budapeszt 1934
1.d4 d5 2.Sf3 Sf6 3.c4 c6 4.c:d5 c:d5 5.Sc3 Sc6 6.Gf4 e6 7.e3 Ge7 8.Gd3 0-0 9.0-0 a6 10.Wc1 Gd7 11.Se5 Wc8 12.a3
Sa5 13.Hf3 b5 14.Hh3 Sc4?
(14...h6).

Frydman,P - Keres,P [D52]
Helsinki 1935
1.d4 d5 2.c4 e6 3.Sc3 Sf6 4.Gg5 Sbd7 5.e3 c6 6.Sf3 Ha5 7.Sd2 Gb4 8.Hc2 0-0 9.Ge2 e5 10.0-0 e:d4 11.Sb3 Hb6
12.S:d4 G:c3 13.b:c3 d:c4 14.G:f6 S:f6 15.G:c4 c5 16.Sf5 Ge6 17.Wab1 Hc7 18.G:e6 f:e6 19.Sg3 Wf7 20.c4 Wd8
21.Wbd1 W:d1 22.W:d1 Wd7 23.h3 W:d1+ 24.H:d1 Hd7 25.Hf3 a5 26.Se4 S:e4 27.H:e4 h6

Frydman,P - Vistaneckis,I [D52]
Sztokholm (ol) 1937
1.d4 d5 2.c4 e6 3.Sc3 Sf6 4.Gg5 Sbd7 5.e3 c6 6.Sf3 Ha5 7.c:d5 e:d5 8.Gd3 Se4
(8...Gb4 9.Hc2 0-0 itd.) 9.0-0 S:g5 10.S:g5 Hd8 11.f4 Sf6 12.e4 h6 13.Sf3 d:e4 14.S:e4 Sd5 15.Se5 Gf5
(15...S:f4? 16.Gc4.) 16.Hh5!? g6 17.Hf3 Gg7 18.g4 S:f4 19.S:f7 H:d4+ 20.Kh1

Frydman,P - Guimard,C [C11]
Buenos Aires 1941
1.e4 e6 2.d4 d5 3.Sc3 Sf6 4.Gg5 d:e4 5.S:e4 Sbd7 6.S:f6+ g:f6 7.Gh4 c6 8.Hh5 Gb4+ 9.c3 Ge7 10.Sf3 Sf8 11.Gc4 Sg6
12.Gg3 0-0 13.h4 Kh8
