Na nieboskłonie szachowym zajaśniała rzadko widywana gwiazda, wielki gracz, bez dużego teoretycznego wykształcenia; naturalnie mam tu na myśli Sułtana Khana. Jakkolwiek zjawisko to jest względnie rzadkie jednak tu i ówdzie mamy do zanotowania takie talenty, dlatego mam zaszczyt czytelnikom "Świata Szachowego" przedstawić znajomego z lat dawnych Arona.
Ongiś pytałem się tego introligatora małomiasteczkowego, skąd przyszło mu zostać szachistą, odpowiedział mi, że przez przypadek; będąc dzieckiem przygladał się grze starszych i nabrał ochoty do gry. Zaproponowano mu, że w razie wygranej dostanie 3 grosze, w razie przegranej ... w skórę. Aron opowiadając te szczegóły zrobił słuszną uwagę, że jego skóra była warta 3 grosze. Tym sposobem rozeszła się wieść o samorodnym talencie w miasteczku Węgrowie.
O milę poradziwiłłowski pałac zamieszkiwał Sergjusz Golicyn, wielki amator szachów; każdemu przydarzy się zachorować, zatem i książę sprowadził sobie lekarza. Djagnoza wykazała, że głównem cierpieniem magnata jest - spleen. Dworskie konie, odwożąc lekarza, przywiozły jako lekarstwo chałaciarza, uzdolnionego do kombinacji szachowej.
Są to dosyć dawne dzieje, około 1850 roku, albowiem w czasie wojny krymskiej (1855 r.) pamiętam Arona, jako dworzanina pałacu w atłasowym sarafanie z aksamitną jarmułką na głowie. W owym czasie czasopisma szachowe były nieliczne, literatura mniej bogata, niż dzisiaj, wszelako posiadał książę jakieś podręczniki francuskie i z nich w towarzystwie Arona robił studia nad początkiem gry i gambitami. Nadzwyczajny kult posiadał Aron dla gambitu Evansa, nie lubiał natomiast końcówek, dla samomatów żywił wstręt, jako przeciwnych naturze. Względem swego dobroczyńcy i innych możnych tego świata nie miał służalczości, rzecz właściwa ludziom wierzącym w Boga. Mój znajomy żalił się na Golicyna, który w razie przegranej był w złym humorze, gdy zaś udało mu się wygrać, co zresztą rzadko mu się zdarzało, wtedy łajał Arona za słabą grę.
Jednakże, aby się pochwalić osobliwością tego rodzaju i by mieć sprawdzian co do klasy gry introligatora, Golicyn przywiózł Arona do Warszawy, zasadził ucznia by grał z Petrowem. Przegrywał Aron z mistrzem wówczas sławnym, albowiem pion Petrowa zawsze wcześniej dochodził do damy. Sądzę, że rozstrzygnięcie partji dopiero w końcówce świadczyło dobrze o talencie ucznia.

Ignacy Popiel
"Świat Szachowy", Warszawa 1931.
Badania źródłowe potwierdzają autentyczność powyższej opowieści. "Podlaski Sułtan Khan" należał do świty księcia Golicyna, ożenionego z hrabianką Marią Jezierską i cieszącego się przyjaźnią wielu Polaków. Pałac księcia w miejscowości Stara Wieś pomiędzy Węgrowem i Łochowem istnieje do dziś. Zbudowany w XVII wieku dla Bogusława Radziwiłła, od 1840 roku stał się własnością Golicynów. Po przebudowie w 1862 r. (architekt B. P. Podczaszyński) był jednym z piękniejszych przykładów późnego gotyku angielskiego.

Ostatnio boom szachowy w Węgrowie osłabł i tylko mistrzyni Iwaniuk broni, bardzo skutecznie zresztą, honoru miasta. Czyżby duch Arona, szachmistrza na książęcym dworze, błąkający się po uliczkach Węgrowa, odszedł nieodwołalnie w zaświaty, by tam z Sergiuszem Golicynem oddawać się studiom nad ukochanym gambitem Evansa?
Patrz: Szachy w Węgrowie