Od tych pożałowania godnych praktyk nie są wolne szachy. Zmorą turniejów otwartych jest reżyserowanie wyników w decydujących partiach, by zmaksymalizować zysk pary lub nawet licznej grupy zawodników. Notowane były przykłady, gdy znani mistrzowie podczas ważnego pojedynku biegali często do toalety, by tam "odświeżyć pamięć" za pomocą notatek. W dobie mikroelektroniki i programów komputerowych potrafiących grać na arcymistrzowskim poziomie pojawiły się nowe zagrożenia, o czym przekonują wyniki turnieju w Boeblingen (Niemcy) z końca 1998 r.
Grało tam kilkunastu zawodników z tytułami międzynarodowymi, jednak pierwsza nagroda przypadła absolutnemu "fuksowi". Clemens Allwermann, gracz 2. kategorii (wg polskich standartów) w średnim wieku, nagle zaczął grać jak super-talent po kilkunastoletnim szkoleniu, uzyskując ranking ponad 2600 punktów Elo. Mówi o sobie, że miał zawodowy kontakt z elektroniką, a obecnie utrzymuje się z "zasobów własnych". Zapytany o przyczynę wzlotu sportowej formy wyjaśnił: "miałem straszne szczęście".
Allwermann - Kaliniczew
Boeblingen 1998

Przypadkiem zainteresowały się największe niemieckie tygodniki. Pewien korespondent internetowej listy dyskusyjnej poddał analizie wiktorię Allwermanna nad Rosjaninem i odkrył, że identyczne ruchy białych (wszystkie bez wyjątku!) proponuje najnowsza wersja szachowego programu komputerowego "Fritz".
Clemens Allwermann nosi długie włosy, okulary i krawat - akcesoria przydatne do ukrycia miniaturowego sprzętu nadawczo-odbiorczego. Czy ujrzymy go jeszcze kiedykolwiek w równie "bombowej" formie sportowej? Niemieckie władze szachowe ostrzegają, że w razie wykrycia nielegalnych form pomocy wyciągną najsurowsze konsekwencje.