Felietony
SZLACHETNY VIDMAR
(dokończenie z poprzedniego numeru)

     Pierwsza próba była nieudana. List zaadresowałem na redakcję "The Washington Post" i, sądząc z braku odpowiedzi, nie dotarł on do rąk arcymistrza Evansa. Dopiero kolejny list, tym razem skierowany do redakcji miesięcznika "Chess Life" (L. Evans od lat jest jego współpracownikiem i prowadzi tam stały dział łączności z czytelnikami) trafił do adresata. Nie tylko trafił, ale został przez niego zakwalifikowany jako "Najlepsze pytanie miesiąca", wydrukowany na łamach "Chess Life" z maja 1995 roku i nagrodzony przez amerykańską redakcję premią w postaci nowiutkiego egzeplarza jugosłowiańskiego informatora z lat osiemdziesiątych. Książkę tę, wraz z miłym listem podpisanym przez pracującą w redakcji "Chess Life" panią Jean Bernice, przechowuję do dziś w swojej bibliotece jak relikwię. A w ankietach personalnych, w rubryce zatytułowanej "Największe osiągnięcia twórcze", wpisuję od tamtej pory: "wygrałem konkurs amerykańskiego miesięcznika szachowego na najlepsze pytanie miesiąca".
     Znacznie dłużej wędrował do Warszawy pamiętny dla mnie numer miesięcznika - niezbity dowód mojej międzynarodowej sławy szachowej. Dzięki pomocy pana Suboczewskiego otrzymałem go nareszcie (w marcu 1996 roku...) i mogłem zaznajomić się z odpowiedzią arcymistrza Evansa. Na moje pytanie: "czy tylko bajka? a może Vidmar rzeczywiście był ostatnim Mohikaninem fair play?" Evans odpisał tak:
     Cytuję "Chess Note" nr 986 Edwarda Wintera: "Nie było to wzmiankowane w codziennym sprawozdaniu w "The Times" (17 sierpnia 1922). Inny niepomyślny fakt: partia nigdy nie była odłożona".
     Nr 1025 zauważa, że Capablanca nie powrócił, ponieważ myślał, że Vidmar się poddał."
     Notatka 1025 wspomina, że Capa nie zjawił się na czas, gdyż myślał, iż Vidmar poddał się. "Błąd, który według Vidmara prawdopodobnie wynikł wskutek porozumiewania się po francusku; opowiada o tym z detalami w "Goldene Schachzeiten" na stronach 134-136"
     Notatka 1474:
"(...) Możemy dodać, że "The Times" z 17.08.1922 na stronie 9 zawiera sprawozdanie Capablanki z tej partii oraz z pozostałych pojedynków dnia. Podaje ponadto zestawienie wyników całej 13. rundy. Tylko jedna partia jest zaznaczona jako odłożona: Znosko-Borowski kontra Atkins (która ciągnęła się do 85. posunięcia). "The Times" był w stanie podać wynik partii Wahltuch - Euwe, która zakończyła się po 54 ruchach.
     I jeszcze jedna niezgodność: "The Times" stwierdza, że czarne poddały się po 42...Kf7. Inne źródła, łącznie z "Podstawami szachów" Capablanki na stronie 229, stwierdzają, nie podają 42. posuniecia czarnych, a tylko: 41.Wb8+ i czarne poddały się."
     Przed przytoczeniem evansowskiego podsumowanie warto wyjaśnić czytelnikom, że cytowanym przez amerykańskiego arcymistrza historykiem (którego zdanie przyjął jako własne) jest angielski pisarz Edward Winter, autor kilku książek, w tym wydanej niedawno fundamentalnej biografii R. J. Capablanki.
     "Chess Notes" Wintera to z kolei krótkie notatki zaczerpnięte ze starej prasy szachowej: zapomniane partie, błyskotliwe kombinacje i ciekawostki, a ponadto własne komentarze do cudzych publikacji. "Chess Notes" publikowane były w wielu magazynach szachowych całej Europy (patrz "Szachista" 1993, maj), ukazały się też w postaci książkowej ("Chess Explorations").
     A teraz ponownie Larry Evans:
     Moje przypuszczenie: Capa nie zjawił się na sesję o 8. wieczorem, ponieważ Vidmar wcześniej zgodził się na poddanie bezapelacyjnie przegranej pozycji. Londyński "Times" z następnego dnia (17 sierpnia 1922) nic nie wspomina o "najpiękniejszym spośród kiedykolwiek wykonanych ruchów". Osoby posiadające więcej informacji na ten temat proszone są o ich podanie.
     Tak pisał Larry Evans. Jego końcowa konkluzja może być zawarta z stwierdzeniu: Vidmar poddał partię przed dogrywką. Kontynuując ten tok myślenia wypada stwierdzić: zatem zbyteczne było godzinne oczekiwanie na przeciwnika i demonstracyjne przewracanie króla w ostatniem momencie. Vidmar nie powinien się przechwalać, bowiem niczym specjalnym się nie wyróżnił. Nie zasłużył też na komplement "najpiękniejszy ruch", o którym zresztą prasa angielska nic nie wspominała. Jest tylko piękna bajka...
     Następne 3 lata nie przyniosły nic nowego i teczka z napisem "Vidmar" coraz bardziej pokrywała się kurzem. Tylko do czasu. Zanim jednak przejdę do finału, przytoczę omawianą partię, bowiem, jak zauważył niegdyś am. Bartłomiej Macieja na łamach "Przeglądu Szachowego", czytelnicy - szachiści z dala omijają teksty bez chociażby jednej partyjki.
Capablanca - Vidmar
Londyn 1922
1. d4 d5 2. Sf3 Sf6 3. c4 e6 4. Sc3 Ge7 5. Gg5 Sbd7 6. e3 O-O 7. Wc1 c6 8. Hc2 d:c4 (8...a6, 8...Se4!) 9. G:c4 Sd5 10. G:e7 H:e7 11. O-O b6? (Sam Capablanca, który była autorem tego systemu gry dla czarnych, stosował w tym miejscu 11...S:c3 i dopiero po 12.H:c3 fianchettował gońca. Vidmar nigdy nie uchodził za znawcę debiutów, a jego siła polegała raczej na żelaznej defensywie, zdrowej grze środkowej i bezlitosnym niszczeniu słabszych przeciwników w końcówce.) 12. S:d5! c:d5 (Po 12...ed 13.Gd3 czarne traciły pionka, co w partii z "szachowym automatem" Capablanką nie było radosną perspektywą) 13. Gd3 h6 14. Hc7 Hb4

Capablanca-Vidmar

15. a3! (Czarne liczyły na oczywiste 15.b3, co pozwoliłoby im odpowiedzieć 15...Ha3 i względnie szybko dokończyć rozwój przez Sd7-f6 i Gc8-a6. Równie niegroźne okazałoby się 15.Wc2. ) 15...Ha4 (15...Hb2 16.Wb1 H:a3 17.Gb5 He7 18.Gc6 Wb8 19.Se5 Hd8 20.H:a7 S:e5 21.de i czarne tracą figurę - wariant podany przez Capablankę.) 16. h3 Sf6 17. Se5 Gd7 18. Gc2 Hb5 19. a4 H:b2

Capablanca-Vidmar

20. S:d7? (Capablanca samokrytycznie zauważył, że po silniejszym 20.Wb1 czarne traciły figurę.) 20...Wc8 21. Hb7 S:d7 22. Gh7+ K:h7 23. W:c8 W:c8 24. H:c8 Sf6 (Białe mają jakość za piona, ale pozycja nie jest jasna z uwagi na groźbę wtargnięcia skoczka na e4, po czym mógłby on nawiązać współdziałanie z hetmanem.) 25. Wc1! Hb4 (25...Se4 26.Hc2!) 26. Hc2+ Kg8 27. Hc6 Ha3 28. Ha8+ Kh7 29. Wc7 H:a4 30. W:f7 Hd1+ 31. Kh2 Hh5 32. H:a7 Hg6 33. Wf8 Hf5 34. Wf7 Hg6 35. Wb7 Se4 36. Ha2 e5 37. H:d5 e:d4 38. Wb8 Sf6 39. H:d4 Hf5 40. W:b6 H:f2 41. Hd3+ Kg8 42. Wb8+ Kf7

Capablanca-Vidmar

I w tej pozycji Vidmar, na znak poddania, przewrócił (albo i nie - to się dopiero okaże) swojego króla. Mogło nastąpić jeszcze 43.Wb7+ Ke6 (43...Kg8 44.Hg6) 44.W:g7 itd. (Capablanca).

     W końcu 1998 roku nawiązałem korespondencję z angielskim historykiem szachów Kenem Whyldem, autorem kilkunastu książek poświęconych szachom, niezliczonej ilości artykułów w prasie oraz kapitalnego słownika encyklopedycznego "Oxford Companion to Chess" (we współpracy ze śp. Davidem Hooperem). Nie omieszkałem zapytać Kena o jego opinię na temat "kazusu Vidmara". Niebawem otrzymałem z Anglii list zawierający wycinek rubryki szachowej z londyńskiego pisma Hackney Review z 19. sierpnia 1922. Wycinek zawierał m. in. zapis partii Capablanca - Vidmar, rozegranej w 13. rundzie turnieju. W nocie (E) komentator pisał: "The afternoon adjournment came here and Capablanca sealed 42.R-Kt8ch. Vidmar, after playing K-B2 in reply, resigned", co można przetłumaczyć następująco:
"Nastąpiło tu wieczorne odłożenie partii i Capablanca utajnił swoje posunięcie 42.Wb8 szach. Vidmar, po zagraniu w odpowiedzi 42...Kf7, poddał partię."
     Ken Whyld opatrzył znalezisko komentarzem:
     To, o czym pisał Vidmar w "Goldene Schachzeiten, jest przypuszczalnie prawdziwe. W turnieju londyńskim 1922 gracze byli zobligowani do wykonania minimum 40 posunięć pomiędzy godziną 14.00 i 18.00, po czym przerywali grę celem spożycia posiłku i wznawiali ją o 20.00. Nie było to "odłożenie" partii w dokładnym znaczeniu tego słowa, "aż do następnego dnia", była to tylko przerwa, z zapisaniem tajnego ruchu przez gracza.
     Jeśli Vidmar poddał się i następne posunięcia nie zostały już wykonane, to staje się zrozumiałe, że ludzie podobni Evansowi mówią, iż partia nie była odłożona.
     A inny historyk angielski, Tony Gillam z Nottingham, właściciel wydawnictwa The Chess Player i autor wielu zbiorów partii z turniejów szachowych przed II wojną światową (którego poznałem z kolei dzięki pośrednictwu Kena Whylda), spuentował sprawę następująco:
     Jest teraz jasne, że Capablanca myśląc, iż Vidmar się poddał, nie zjawił się na wieczornej sesji. To wyjaśnia również, dlaczego Capa w sprawozdaniu dla "Timesa" nie wymienił swojej partii w wykazie gier "odłożonych".
     Znawcą życiorysu Capablanki był zmarły przed kilkoma miesiącami David Hooper. Przypuszczam, że obecnie to Edward Winter musi być uznawany za znawcę, ale w tym przypadku on po prostu pomylił się. Wydaje się, że Winter przyjął sprawozdanie z "Timesa" za dokładne i na tym oparł cały osąd tej sprawy. Ale reportaż był błędny i Winter też jest w błędzie!
     W ten sposób koło się zamknąło. Honor Milana Vidmara został ocalony i nic nie stoi na przeszkodzie, by w referatach i odczytach poświęconych zagadnieniu fair play w szachach wspominać "najbardziej fair posunięcie wykonane kiedykolwiek na ziemi angielskiej".
     W całej historii zastanawia mnie rzecz dotąd nie zauważona przez wielu znawców przedmiotu. Okazuje się, że w ocenie postępków opatrywanych etykietą "fair play" istnieje znacząca niesymetria. Popatrzmy na przebieg incydentu w 13. rundzie turnieju londyńskiego 1922 oczyma młodego Vidmara. Po wznowieniu pamiętnej partii z Capablanką o godzinie 20. przeżywał on katusze, dręczyła myśl, że w niezasłużony sposób może odebrać punkt mistrzowi świata. Efektem tej wewnętrznej walki była decyzja: poddam partię, lepsza honorowa porażka niż wątpliwe moralnie zwycięstwo.
     Co na to Capablanca? Czy docenił ten gest młodszego rywala? Czy pospieszył z gratulacjami? A może w milczeniu uścisnął mu dłoń, by dać do zrozumienia, iż zauważył cokolwiek odbiegającego od rutynowych gestów i zachowań?
     Nic podobnego, jak pisze Vidmar: "mistrz świata zobaczył przewróconego króla i zaśmiał się do mnie przyjacielsko". Dla Capablanki kapitalacja rywala była czymś oczywistym; to przecież jemu, fenomenalnemu mistrzowi świata, który przez całe lata nie przegrał żadnej partii, należało się zwycięstwo. Vidmar mógł i nawet powinien poddać się wcześniej, ale zrobił to z opóźnieniem. Nie warto dociekać, dlaczego tak się stało.
     Słusznie uważa się, że szachista pragnący zdobywać najwyższe tytuły musi dysponować "naturą czempiona". Nieodłączne cechy tej natury to wysoka samoocena, dążenie do osiągnięcia wytyczonego celu sportowego za wszelką cenę, niszczenie aktualnych i potencjalnych przeciwników na szachownicy i poza nią, solidna doza egoizmu. Jednostki, którym tych cech brakuje, dość szybko okazują się nieprzygotowane do podjęcia walki o wysoką stawkę.
     Dlatego mistrzów świata można jedynie czcić za ich szachową perfekcję, ale trudno kochać. Osoby, widzące w szachach coś więcej niż tylko "przesuwanie drewna po szachownicy", w jednakowym stopniu docenią R. J. Capablankę, którego genialne partie od ponad półwiecza wszyscy podziwiamy, jak i M. Vidmara, autora "najpiękniejszego ruchu", który w pewnym momencie zrezygnował z wygórowanych ambicji sportowych (ale nie z gry w szachy!), poświęcając się pracy naukowej.

Nottingham 1936



http://szachowavistula.pl/vistula

e-mail

Valid XHTML 1.0 Transitional