Felietony
PRZYJACIELE ZUKERTORTA

     Wobec zbliżającego się wielkiego turnieju w stolicy Cesarstwa Austro-Węgierskiego ukazujący się w Wiedniu periodyk szachowy Oesterreichische Lesehalle opublikował w 1882 na stronach 25-26 esej opisujący studenckie lata Jana Hermana Zukertorta, arcymistrza rodem z polskiego Lublina.
JAK ZUKERTORT NAUCZYŁ SIĘ GRAĆ W SZACHY
Otrzymaliśmy z Niemiec poniższą relację, sygnowaną inicjałami "BT". Artykuł o niemieckim mistrzu, który wywalczył kolejno trzy zwycięstwa (turniej w Paryżu, mecz z Rosenthalem mecz z Blackburnem), a w Berlinie zdobył drugą nagrodę, niewątpliwie zainteresuje wielu naszych czytelników.
     Było sobie kipiące niefrasobliwą młodością bractwo, które zbierało się każdego popołudnia w niedużej, lecz wygodnej salce - palarni przy wrocławskiej kawiarni Orlandiego i Steinera. Stało się zwyczajem, że bezpośrednio po wykładzie profesora Branissa lub wprost z ćwiczeń anatomicznych u profesora Barkowa, zwanego "wiecznym młodzieńcem", podążano na spotkania, by rozgrywać rycerskie turnieje na 64 polach szachownicy.
     Był tam więc pilny student R., dzisiaj słynny profesor matematyki, który zadziwiał całe otoczenie swą pełną fantazji grą, podczas gdy wysoki i chudy, a przy tym krótkowzroczny młodzieniaszek czyli student B., w którym już na sto metrów można było rozpoznać przyszłego teologa, zaskakiwał swoimi, rzec by można, dowcipnymi kombinacjami.
     Największą energią wykazywał się jednak student medycyny M., uparciuch nawet w obliczu figur szachowych, jednak nieugięcie wytrwały. Uchodził on wówczas za jednego z najzdolniejszych uczniów czczonego wprost bałwochwalczo mistrza Anderssena, który z nieukrywaną radością śledził postępy młodych gwiazd.
     Trójca dzielnych wojów rozgrywała szachowe bitwy najczęściej w swoim własnym gronie, gdyż zwykli prostaczkowie nie dorośli do zrozumienia finezji dalekosiężnego planowania. Tylko wyjątkowo ten czy ów z trójki dawał się nakłonić do rozegrania partyjki z jakimś entuzjastą szachowym o gorszych kwalifikacjach. Koniec gry zawsze był do przewidzenia z matematyczną dokładnością. Delikwent nie tylko zostawał pobity zgodnie z wszystkimi regułami sztuki, lecz prócz tego narażał się na kpiny i szyderstwa.
     Również nasz Zukertort, obecnie jeden z najpotężniejszych, wszedł do tego grona i został omotany czarem zagadkowych figur. Złośliwy, trochę cyniczny M. był tym właśnie, który miał wprowadzać nowego adepta w tajniki królewskiej gry. Nie była to jednak łatwa praca. Wydawało się, że bogowie nie są zbyt łaskawi dla młodego Zukertorta. Z pewnością więcej niż tylko raz M. wyrażał głośno swoje niezadowolenie w stosunku do partnera: "Niektórzy nigdy się nie nauczą" lub "Szachy to wyjątkowo trudna gra losowa" i tym podobne, dostosowane do okoliczności.
     Im bardziej jednak nauczyciel wykpiwał pozornie nieprzezwyciężalną nieporadność ucznia, tym uporczywiej ten ostatni penetrował tajniki niezgłębionej gry. Co się w końcu stało z Zukertortem, pilnym do tej pory studentem medycyny? Rzadko, bardzo rzadko widywano go w jakiejkolwiek sali wykładowej. Ten komiczny "Kosmopolita", bo taki przydomek mu doczepiono, nie brał również udziału w studenckich imprezach i stowarzyszeniach.
     Odtąd jego życie przebiegało wahadłowo pomiędzy wspomnianą kawiarnią i własnym mieszkaniem. Co porabiał w domu? Studiował wiedzę szachową. Oczywiście dyscyplina ta nie posiadała własnej katedry na wrocławskiej uczelni, jednak książek z tej branży nie brakowało, a tę szczególną literaturę przyswajał sobie Zukertort z żelazną, nieugiętą wytrwałością. Szachownica była dla niego - i pozostała - światem, w którym ten wszechstronnie uzdolniony młody człowiek istniał i działał.
     Teraz już M. nie kpił sobie z gracza, który dojrzewał w zadziwiającym tempie. Trzeba się było go wystrzegać, by nie zostać pokonanym. I z każdym nowym dniem powiększały się możliwości jego lotu. W końcu wyzwolił się uroczyście z powinności wobec nauk medycznych, by żyć wyłącznie dla gry. Każdy nowo zdobyty szczebel na drabinie skierowanej w górę był dla Zukertorta kolejnym wyzwaniem do dalszej wspinaczki. Chciał zostać mistrzem najwyższej rangi, nie pozwalały mu na spokojny sen wawrzyny takiego Steinitza, Rosenthala, Paulsena, Morphy'ego, a nawet samego Anderssena.
     Znaleźć się wśród tej królewskiej galerii matadorów szachowych - dla Zukertorta był to najsilniejszy bodziec do życia. I jak dziś to wiemy, cel ten osiągnął. Medycyna musiała się pogodzić z utratą jednego ze swych synów, który poszedł własną drogą.
     (z niemieckiego tłumaczył: Jan Lissowski)

     Zbieg okoliczności sprawił, że zainteresowałem się personaliami tych studentów, którzy wprowadzili Zukertorta w świat szachów. Kim więc byli studenci: teolog "B", medyk "M" oraz matematyk "R"? Z punktu widzenia Wielkiej Historii Szachów rzecz jest właściwie pozbawiona znaczenia, ale gdy się już poznało wiele szczegółów z życia swego bohatera, każdy następny drobiazg cieszy jak zabawka dziecko.
     Student medycyny "M", jak można przypuszczać, to Samuel Mieses (1841 - 1884), stryj arcymistrza Jacquesa Miesesa (1865 - 1954). Whyld i Hooper w swym klasycznym poradniku encyklopedycznym "The Oxford Companion to Chess" stwierdzają, że S. Mieses był graczem klasy mistrzowskiej. Kilka jego partii można znaleźć w monografii Hermanna von Gottschalla "Adolf Anderssen" (Lipsk 1912).
     Z kolei matematyk "R" to Jakob Rosanes (1842-1922). Urodził się w galicyjskim mieście Brody (dziś - Ukraina) jako wnuk rabina Akiby Eigera. Po przybyciu do Wrocławia w 1858 roku początkowo próbował swoich sił w fachu kupieckim, jednak w 1860 roku wstąpił na uniwersytet. Studia uwieńczył tytułem doktora filozofii (1865). W 1870 roku był już docentem, sześć lat później otrzymał nominację na profesora zwyczajnego matematyki. W 1897 r. został uhonorowany tytułem tajnego radcy rządowego (Geheimer Regierungsrat). W latach 1903 - 1904 pełnił funkcję rektora Uniwersytetu Wrocławskiego; był pierwszym ortodoksyjnym Żydem, który uzyskał to stanowisko.
     Maciej Łagiewski, w którego książce "Macewy mówią" (Ossolineum 1991) znalazłem zdjęcie grobowca profesora i jego małżonki Emilii, twierdzi, iż "pasją Rosanesa były szachy, którymi go zainteresował jego nauczyciel i przyjaciel Adolf Anderssen". J. J. O'Connor i E. F. Robertson podają (przytaczam to za stroną internetową http://www-gap.dcs.st-and.ac.uk/~history/Mathematicians/Rosanes.html), że Rosanes napisał "doskonałą książkę o szachach pt. Theorie and Praxis des Schachspiels".
     Szeroką popularnością cieszy się jedna z partii Rosanesa, którą niestety bardzo efektownie ... przegrał.

Rosanes,J - Anderssen,A [C39]
Wrocław 1863
1.e4 e5 2.f4 exf4 3.Sf3 g5 4.h4 g4 5.Se5 Sf6 6.Gc4 d5 7.exd5 Gd6 8.d4 Sh5! 9.Gb5+ (9.0-0 Hxh4 10.He1 Hxe1 11.Wxe1 0-0 12.Sc3 Gf5 13.Gd3 (lub 13.Se4 Gxe4 14.Wxe4 f6 15.Sxg4 f5 16.Sh6+ Kg7 17.We6 Wf6 18.Wxf6 Kxf6 19.Gd3=) 13...Gxe5! 14.dxe5 Gxd3 15.cxd3 Sa6= ; Cordel.)
9...c6! (Dużo silniejsze od 9...Kf8.)
10.dxc6 bxc6 11.Sxc6 Sxc6! 12.Gxc6+ Kf8 13.Gxa8 Sg3 (Czarne mają wygrywający atak.)

Rosanes-Anderssen

14.Wh2 Gf5 15.Gd5 (15.Gc6 Hb6 16.Gd5 Kg7 17.Sc3 We8+ 18.Kf2 Ge5 19.Sb5 Hxb5 20.c4 Hb6 21.c5 Hb4-+.)
15...Kg7! 16.Sc3 We8+ 17.Kf2 Hb6! (Grozi 18...Ge5!)
18.Sa4 Ha6 (Białe obroniły się przed inwazją gońca na c5, ale teraz grozi z kolei 19...He2+ z szybkim matem. Po 19.c4 następuje 19...Hxa4! 20.Hxa4 We2+ 21.Kg1 We1+ 22.Kf2 Wf1 mat.)
19.Sc3 Ge5!! (Przepiękny ruch rozwiewający nadzieje białych: 20.d:e5 Hb6+ 21.Ke1 Hg1+ 22.Kd2 He3 X.)
20.a4 (Próba postawienia skoczka na b5, co dawałoby szanse na ratunek. Kombinacja, która teraz następuje, jest ozdobą wielu podręczników szachowej taktyki.)

Rosanes-Anderssen

20...Hf1+!! (Oczywiście nie 20...Gxd4+ (z planem 21...Hf1 X), ponieważ białe odpowiadają 21.Hxd4 szach!)
21.Hxf1 Gxd4+ 22.Ge3 Wxe3 23.Kg1 (Po każdym innym ruchu nastąpiłoby 23...We2 X.)
23...We1 mat 0:1 (am. B. Macieja; skrócone uwagi z książki "Zagadka Kieseritzky'ego", Warszawa 1996, s. 267-268).

Rosanes,J - Anderssen,A [C31]
Wrocław 1862
1.e4 e5 2.f4 d5 3.exd5 e4 4.Gb5+ c6 5.dxc6 Sxc6 (5...bxc6 jest silniejsze.)
6.Sc3 Sf6 7.He2 (7.d4.)
7...Gc5 8.Sxe4 0-0 9.Gxc6 bxc6 10.d3 We8 11.Gd2 (Błąd. Należało grać 11.Sf3 i jeśli 11...Gf5, to 12.Se5. Teraz białe szybko przegrywają.)
11...Sxe4 12.dxe4 Gf5 13.e5 Hb6 14.0-0-0

Rosanes-Anderssen

(Pozornie białe uniknęły największych kłopotów.)
14...Gd4! 15.c3 Wab8 16.b3 Wed8! (Mistrzowskie zagranie!)
17.Sf3 (17.cxd4 Hxd4.)
17...Hxb3! 18.axb3 Wxb3 19.Ge1 Ge3+! 0:1 (H. von Gottschall, partia 306).

Rosanes,J - Anderssen,A [C51]
Wrocław 1862
1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gc4 Gc5 4.b4 Gxb4 5.c3 Ga5 6.d4 exd4 7.0-0 Gb6 8.cxd4 d6 9.d5 Sa5 10.Gb2 Sf6 (10...Se7 jest lepsze.)
11.Gd3 0-0 12.Sc3 Gd7 13.Hd2 c5 14.Se2 Gc7 (14...Se8)
15.Hg5 h6 16.Hf4 Sh5 17.He3 b5 18.Sf4 Sxf4 19.Hxf4 c4 20.Hg3 f6 21.Gc2 He7 22.Wae1 b4 23.Sd4 c3 24.Sf5! Gxf5 25.exf5 Hf7 26.Gc1 Kh7 27.We4 Wae8 28.Wg4 We7 29.Wg6 Wfe8

Rosanes-Anderssen

30.Gxh6 gxh6 31.Hh4 Hf8 32.Wxf6 Wf7 (Lub 32...Hg7 33.Wg6 Hf8 34.f6.)
33.Wxh6+ Hxh6 34.f6+ Kg8 35.Hxh6 We5 36.Gg6 Wxf6 37.Hh7+ Kf8 38.Hh8+ 1-0 (H. von Gottschall, partia 305).

Rosanes,J - Anderssen,A [C67]
Wrocław 1862
1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 Sf6 4.0-0 Sxe4 5.We1 Sf6 6.d4 e4 7.d5 a6 8.Ga4 b5 9.Gb3 Sa5 10.Sc3 Ge7 11.d6 cxd6 12.Sxe4 Sxe4 13.Wxe4 Sxb3 14.axb3 0-0 15.Wg4 Kh8 16.Hd5 Wb8 17.Sg5 f5 18.Wg3 He8 19.Sxh7 Gb7 (19...Kxh7 20.Wh3+ Kg6 21.Wg3+ prowadzi do remisu.)
20.Wh3! Gh4! 21.Hd1 Kxh7 (21...Hg6? 22.Sg5!)
22.Wxh4+ Kg8 23.Gf4 Wf6 24.Gxd6 Hg6 25.Gg3 f4 26.Wg4 Hf7 27.Gh4 We6 28.f3 Wbe8 29.Hd4 We2 30.Wxf4 Hh5 31.Hxd7 (31.Wg4 nie jest lepsze od ruchu w tekście.)
31...Wxc2 32.Gf2 (32.Hxb7?? Hc5+ z matem.)
32...Gc6 33.Hg4 Hh6 34.Hf5 Wee2 35.Hf7+ Kh8 36.Wh4 Hxh4 37.Gxh4 Wxg2+ 38.Kf1 Wxh2 1/2-1/2 (H. von Gottschall, partia 304).

     Nie udało mi się stwierdzić, kim był trzeci z przyjaciół młodego Zukertorta czyli krótkowzroczny student "R", przyszły teolog. Może ktoś z czytelników pokusi się o rozwiązanie tej zagadki?

http://szachowavistula.pl/vistula/

e-mail

Valid XHTML 1.0 Transitional