Felietony
TRZECIA ZASADA CAPABLANKI

     W skwarne czerwcowe warszawskie popołudnie w przypominającej rozmiarami boisko piłkarskie sali MPiK-u ujrzałem Mistrza, który przeglądał nabyty właśnie nowy numer miesięcznika szachowego z kolorową okładką. Wymieniliśmy ukłony, a ponieważ od naszego ostatniego spotkania minęło kilkanaście miesięcy (patrz "Przegląd Szachowy" 4/99), zagadnąłem niezobowiązująco:
     - Co nowego w szachach?
     Mistrz, jakby nie słysząc mojego pytania, przez dłuższą chwilę studiował zawartość pisma, aż wreszcie zamknął je i enigmatycznie rzekł:
     - Tak jak myślałem.
     Licząc na zdobycie ciekawego materiału, zaprosiłem niezwłocznie Mistrza do domu na podwieczorek, upłynęło bowiem sporo czasu od tego feralnego dnia, kiedy w stolicy zniknęła ostatnia sala klubowa wyposażona w szachowy inwentarz, z którego każdy chętny mógł codziennie korzystać, aż do późnych godzin wieczornych.
     Rozstawiłem szachy w moim gabinecie i poinstruowałem żonę, by co pewien czas parzyła świeżą kawę i odpowiadała telefonującym, iż "mąż wróci dziś bardzo późno". Mistrz zapytał mnie:
     - Czy zna pan trzecią zasadę Capablanki?
     Zacząłem tłumaczyć, że w Polsce istnieje wilcza odmiana kapitalizmu, że szefowie każą pracować w nadgodzinach, więc brakuje czasu na szachowe lektury.
     - Ech, wy młodzi - westchnął Mistrz. - Niczego nie wiecie. Niczego nie czytacie. Tylko te debiuty. No dobrze, nieważne. Być może słyszał pan, że premierowy występ w Europie genialnego Capablanki miał miejsce na turnieju w San-Sebastian w 1911 roku.
     - Uhm - mruknąłem potwierdzająco.
     - Capa miał już "na rozkładzie" Franka Marshalla - ciągnął Mistrz - ale dla zadufanych Europejczyków pozostawał "greenhornem", przereklamowanym produktem hałaśliwej kampanii reklamowej amerykańskich gazet.
     Gdy Kubańczyk zjawił się w baskijskim kurorcie, kilku uczestników turnieju powątpiewało, czy 22-letni "gołowąs" reprezentuje dostatecznie wysoki poziom, by mierzyć się siłami z graczami światowej czołówki. Najgłośniej protestowali mecenas Ossip Bernstein z Moskwy i maestro Aron Nimzowitsch z Rygi, śląc nawet pisemny sprzeciw do organizatorów. Ci jednak obstawali przy swoim i Capablanka zagrał w turnieju. Mało tego, zajął "czyste" pierwsze miejsce, gromiąc przy tym obu "protestowiczów", a jego partia z Bernsteinem otrzymała nagrodę za piękność.
Capablanca - Bernstein
San Sebastian 1911 (r. 1)
1. e4 e5 2. Sf3 Sc6 3, Gb5 Sf6 4. O-O Ge7 5.Sc3 d6 6. G:c6 b:c6 7. d4 e:d4 8. S:d4 Gd7 9. Gg5 O-O 10. We1 h6 11. Gh4 Sh7 12. G:e7 H:e7 13. Hd3 Wab8 14. b3 Sg5 15. Wad1 He5 16. He3 Se6 17. Sce2 Ha5?! 18. Sf5! Sc5 (18...H:a2? 19.Hc3! Ha6 20.Sf4 f6 21.Hg3 z atakiem)
19. Sed4 Kh7 (groziło 20.S:c6 G:c6 21.Se7+)
20. g4?! Wbe8 21. f3 Se6 22. Se2 H:a2 23. Seg3 H:c2 (Capablanca uważał to za rozstrzygający błąd, ale zdaniem Chalifmana pozycja jest niejasna)
24. Wc1 Hb2 25. Sh5 Wh8? (25...g5!) 26. We2 He5 27. f4 Hb5

Capablanca-Bernstein

28. Sf:g7! Sc5? (Zdemoralizowany kombinacją "nowicjusza" Bernstein przestaje stawiać opór. Capablanca podawał wariant 28...S:g7 29.Sf6+ Kg6 30.S:d7 f6 31.e5 Kf7 32.S:f6 We7 33.Se4 i pozycja czarnych jest beznadziejna. Chalifman poleca 28...Wd8! 29.S:e6 (29.f5 Sf8!) 29...fe 30.Kh1 Whf8 31.Wg2 z atakiem.) 29. S:e8 G:e8 30. Hc3 f6 31. S:f6+ Kg6 32. Sh5 Wg8 33. f5+ Kg5 34. He3+ Kh4 35. Hg3+ Kg5 36.h4 mat.
Nimzowitsch - Capablanca
San Sebastian 1911 (r. 8)

Nimzowitsch-Capablanca

32...Wf6 (z groźbą mata) 33. G:e4 Gf2! i białe poddały się. (0-1)

     - Morał z tej historii jest oczywisty
     - tu Mistrz przerwał na moment wykład, popijając kawę marki "MK-Cafe" z różowej filiżanki ze starej, wałbrzyskiej porcelany. - Nigdy nie należy lekceważyć przeciwnika. Doświadczenie, lokata na liście rankingowej, dawne osiągnięcia - wszystko to jest ważne, ale lepiej nie spieszyć się z krytyką nieznanego rywala, zwłaszcza wtedy, gdy nigdy jeszcze z nim nie wygraliśmy.
     - Wspomniał pan - wtrąciłem nieśmiało - o trzeciej zasadzie Capablanki. Może Raoul Jose znał jakieś strategiczne pryncypia, o których skostniali europejscy naśladowcy Steinitza nie mieli jeszcze pojęcia.
     - Właśnie - ożywił się Mistrz - zaraz do tego dojdziemy. Dwie pierwsze zasady Capablanki dotyczą relacji pomiędzy ustawieniem pionów i kontyngentem posiadanych lekkich figur, zwłaszcza w końcówce, ale nie o tym chciałbym mówić, dziś są to rzeczy dobrze znane. Najpierw jeszcze jedno pytanie; czy zdaniem pana istnieje "przewaga pary gońców"?
     - To oczywiste. Moi trenerzy zawsze mówili mi...
     - Tak, tak, wiem - protekcjonalnie przerwał mi mój gość, brutalnie przypominając, kto z nas dwóch jest Mistrzem. - Paradoksalnie ujął istotę rzeczy dawno zmarły arcymistrz Igor Bondarewski. Powiedział kiedyś, że para gońców nie stanowi przewagi, ale w praktyce turniejowej w sześciu przypadkach na dziesięć zwycięża strona posiadająca dwa gońce. Jest przewaga, ale jej nie ma. Dialektyka! Jednak wielu sławnych graczy nie wierzyło w dogmat o parze gońców. Nasz Szymon Winawer, Czigorin, wspomniany już Nimzowitsch. Nawet Fischer chętnie rozstawał się z gońcem. Proszę popatrzeć na dwa przykłady:
Nimzowitsch - Lewenfisz
Karlsbad 1911
1. e4 e6 2. d4 d5 3. e5 c5 4. c3 Sc6 5. Sf3 f6 6. Gb5 Gd7 7. O-O Hb6 8. G:c6 b:c6 9. e:f6 S:f6 10. Se5 Gd6 11. d:c5 G:c5 12. Gg5! (Prowadzi do całkowitej blokady centrum czarnych) 12...Hd8 13. G:f6 H:f6 14. Hh5+! g6 15. He2 Wd8 16. Sd2 O-O 17. Wae1 Wfe8 18. Kh1 Gd6 19. f4 c5 20. c4 Gf8?! 21. c:d5 Gc8 22. Se4 Hg7 23. d:e6 G:e6 24. Ha6 Kh8 25. Wd1 Gg8 26. b3 Wd4 27. W:d4 c:d4 28. Ha5 (Zapobiega 28...Wd8.) 28...Wc8 29. Wd1 Wc2 30. h3 Hb7 31. W:d4 Gc5

Nimzowitsch-Levenfish

32. Hd8!! (Zadaniowa idea: 32...G:d4 33.H:d4 Hg7 34.Sd6!! i dalszym 35.Se8 i natychmiastową wygraną.) 32...Ge7 33. Hd7 Ha6 34. Wd3 (aby zagrać Hd7-d4) 34...Gf8 35. Sf7+ G:f7 36. H:f7 Wc8 (całkowity pogrom) 37. Wd7 1:0.
E. Asaba, 1975

Asaba 1975

Białe zaczynają i remisują

1.Kh5 Kf5 2.S:f7 Ge8 3.h8S! Gf6 4.h7 Gg5 5.Sg6 G:f7 6.h8S! Ge8 7.Sf7 G:f7
- Konnica została pokonana, ale wynikł pat. Ten sam rezultat zaistniałby po 4...G:h8 5.Kh6 G:f7. Gońce okazały się śmiesznie niezdarne w walce ze skoczkami - triumfalnie obwieścił Mistrz, niczym sztukmistrz, któremu na estradzie udał się jakiś nowy, trudny numer.
     - W zakupionym dziś piśmie (nareszcie klient w Polsce może wybierać pomiędzy kilkoma szachowymi magazynami) przeglądałem partie z turnieju Japfa Classic na indonezyjskiej wyspie Bali - kontynuował mój gość.
- Judit Polgar gra kolosalnie, Karpow ostatnio mocno się postarzał, mistrz świata FIDE Chalifman udowodnił (parafrazując Tarrascha), że też jest silnym szachistą. Ja jednak z największą ciekawością zapoznałem się z wynikami Birmańczyka Zaw Win Laya, jednego z tych graczy, którzy w przeciągu ubiegłego roku "napompowali" swoje rankingi do niebotycznych rozmiarów.
     Ciekawa sprawa z tymi Birmańczykami. Jest publiczną tajemnicą, że swoje rankingi zawdzięczają manipulacji. Powinni być bojkotowani, gdyż takie praktyki podkopują zaufanie do światowego systemu rankingowego, który jest, czy to nam się podoba czy nie, jednym z fundamentów dzisiejszych szachów wyczynowych. Nikt nie ma prawa mówić: "Mój ranking to moja prywatna sprawa, nic innym do tego". Ranking ma bezpośredni wpływ na dochody zawodowców, na premie startowe i otrzymywane zaproszenia. Dlaczego więc Karpow i inni godzą się grać z tymi spryciarzami?
     Wrodzona podejrzliwość mówi mi, że konkurenci Zaw Win Laya, Aunga i pozostałych Birmańczyków pragną "nakarmić się" punktami rankingowymi tamtych, co powinno udać się bez większego ryzyka.
     I tu jest pies pogrzebany. Właśnie zauważyłem, że na turnieju na Bali Zaw zremisował z Karpowem oraz Timmanem i wygrał z Ehlvestem. Ten ostatni wynik nie zdziwił mnie bardzo, bowiem jeszcze przed turniejem czytałem wypowiedź Ehlvesta, który prorokował, kto w turnieju wypadnie dobrze, a kto będzie outsiderem. Casus Bernsteina - Nimzowitscha! Tymczasem, jak powiedziałem, nie wolno nigdy lekceważyć przeciwnika. Inna sprawa, że Zawowi nie grozi raczej kariera Capablanki.
Zaw Win Lay - Ehlvest
Bali 2000

Zaw Win Lay-Ehlwest

39. Sf3 Kg8 40. e6 G:e6 41. S:g5 Gd7 42. h4 f5 43. Sc7 Gd4+ 44. Kf1 e5 45. Sd5 Kg7 46. b4 f4 47. Ke2 Gg4+ 48. Kf1 f3 49. c5 Kg6 50. c6 f2 51. b5 Kh6? (przegrywający błąd) 52. Sf6! Gd1 53. Sfe4 Ga4 54. Sf7+ Kg6 55. Sfd6 Gb6 56. S:f2 Kf6 57. c7 G:c7 58. Se8+ Ke7 59. S:c7 Kd7 60. b6 Kc6 61. Sd5 Gb3 62. Sd3 1:0.

     Ani się obejrzeliśmy, jak minęło kilka godzin. Mistrz zaczął wspominać o późnej porze, a żona coraz energiczniej hałasowała garnkami w kuchni. Odprowadziłem więc gościa na przystanek autobusowy, mając jednak wrażenie jakiegoś niedopowiedzenia. Mistrz nagle stał się milczący i zadumany. Na zakręcie ulicy ujrzałem cielsko nadjeżdżającego autobusu i wtem olśniło mnie:
     - Mistrzu, momencik - krzyknąłem. - Coś tu się nie zgadza. Przecież ten sam Ehlvest, mając dwa skoczki przeciwko dwóm gońcom, przegrał półtora roku temu w Warszawie na Memoriale Gawlikowskiego końcówkę przy równym materiale z Orestem Gritsakiem. Jak to w końcu jest z tą parą gońców? Wygrywają czy nie? Nie wyjaśnił mi pan też ...
     Mistrz już był na stopniach pojazdu. W drzwiach odwrócił się i gdy autobus ruszał z przystanku, powiedział:
     - Trzecia zasada Capablanki: wszystko zależy od pozycji.

http://szachowavistula.pl/vistula

e-mail

Valid XHTML 1.0 Transitional